Monthly Archives: październik 2021

c.d. 56 Rocznicy…

c.d. 56 Rocznicy…
 
 
Nie spodziewałem się, że będzie taka frekwencja na wycieczce. Przygotowałem tylko 60 szt. “zawieszek” a więc nie wystarczyło dla wszystkich, PRZEPRASZAM. A skoro są to rocznicowe wspominki , to poniżej zdj. z 1971-72 w Klubie SKT – Jaracza 7. Z lewej Jacek Kuciński, w środku ja ( chyba po jakimś oblanym egzaminie-widać po minie i garniturku)a z prawej Jacek Chuchla. Tabliczka wisząca na ścianie jest teraz w “mojej kancelarii” ale za jakiś czas trafi w Wasze (Pampersów) zbiory- na 60 Rocznicę! 
Może być zdjęciem przedstawiającym 3 osoby

Suplement “Tośka” – napisany przed naszym spotkaniem w dniu 09-10-2021

Suplement “Tośka” – napisany przed naszym spotkaniem w dniu 09-10-2021

Suplement

do rocznicowych wspomnień SKT UŁ W Siną Dal.

Nasilenie kontaktów koleżeńskich przed spotkaniem sulejowskim umożliwiło wyjaśnienie klilku nieznanych kart z historii naszego Klubu ,ale i także wzbudziło nowe wątpliwości i pytania .Oto niektóre z nich :

1.Symbolami wieloletniego trwania Klubu były : hymn i logo .Okazuje się teraz ,że hymn ma kilka wersji – warto więc wyjaśnić jak i kiedy dochodziło do zmian w tekście ,bo na szczęście melodia przetrwała w swej pierwotnej wersji . Logo splatające nazwę SKT i UŁ pojawiło się najpierw na „firmowych” pismach i plakatach ,potem na metalowym znaczku – to jeszcze w latach w latach 1965-1966 ,wreszcie na koszulkach z dodatkiem „stopek wędrowca” -komu ten fajny pomysł można przypisać i od kiedy ?

2. Próżnia organizacyjna przed powstaniem naszego Klubu nie była taka całkowita – przed r.1965 aspiracje bycia reprezentantem łódzkiego ośrodka akademickiego rościł sobie Akademicki Klub Turystyczny „Stonoga” – funkcjonujący przy Radzie Okręgowej ZSP i pod skrzydłami Almaturu a więc nie posiadający symbiotycznego związku z którąkolwiek z łódzkich uczelni, łatwy dostęp do kasy „okręgówki” ZSP i jej zawodowej komórki jaką był Almatur uczynił z tego Klubu „tłuste koty” – inicjatyw turystycznych mieli mało ,w środowisku studenckim byli słabo rozpoznawani ,a studencka turystyka w Łodzi rozkręciła się na dobre dopiero po utworzeniu w r.1965 klubów uczelnianych – najpierw trochę starszego „Płazika” na Politechnice Łódzkiej ,a zaraz potem – „Sinej Dali” na Uniwersytecie Łódzkim. Dlatego w pierwszych wersjach naszego hymnu pojawia się nazwa AKT ( skrót od :Akademicki Klub Turystyczny) a stopniowo zastępywana przez nazwę SKT. Na samym początku Sinej Dali „stonogowców” nie było ,nie było także żadnych formalnych prób kontaktów pomiędzy SKT UŁ a AKT. Wkrótce słuch o tej okręgowej – Stonodze zaginął, przetrwała dłużej tylko wypożyczalnia sprzętu turystycznego (w piwnicy Klubu 77) z której korzystaliśmy zwłaszcza przy organizacji obozów/grup wędrownych ,a od 1966r zaczęliśmy tworzyć nasze „sinodalowe” zaplecze sprzętowe uniezależniające nas od wypożyczalni spod „siódemek”.

3.Barbara Kozińska (Pruska) pamięta początki naszego Klubu nieco inaczej niż ja -różnimy się detalami-np. o kilka miesięcy i/lub kilka nazw rajdów – na spotkaniu w Sulejowie spróbujemy uspójnić nasze relacje z początków klubowych ,może nasza „odświeżona” pamięć dostarczy nowych informacji?

4.Idea powstania i działalności „Sinej Dali” była piękna i dobrze trafiona w potrzeby i możliwości środowiska naszego Uniwersytetu – dowodem tego jest wieloletnia nieprzerwana działalność Klubu i obchodzone od co najmniej 25 lat kolejne „okrągłe” rocznice dające możliwość spotkań różnych generacji działaczy ,sympatyków i osób zarządzających Klubem .Historię Klubu formalnie zamyka słynny pożar lokalu klubowego w r. 198 …(?), ale duch i idea są nadal żywe i kultywowane na tych właśnie „rocznicowych” spotkaniach ,choć nie wiadomo jak długo jeszcze .Dlatego, by tą zacierającą się pamięć bardziej utrwalić – proponuję utworzenie ( na naszych stronach internetowych i Fb) 2 galerii – listy kolejnych prezesów Klubu oraz „czarną” – smutną listę naszych Koleżanek i Kolegów ,którzy niestety udali/ją się na „wieczną wędrówkę”. Z pokolenia założycieli listę Prezesów otworzyć powinien Bogusław(Czarek) Tylus -mózg i strateg powstania Klubu ,a listę smutku i wspomnień – Kamil Bączkowski ( z naszej czwórki założycielskiej) zm. we Włocławku w 2010 r. Myślę ,że admin-y obydwu witryn internetowych poradzą sobie z utworzeniem takich List ,a członkowie obydwu sinodalowych grup zadbają o bieżące uzupełnianie zwłaszcza tej drugiej listy -żeby można było wspomnieć o tych , których już nie ma z nami .

Antoni Rutka ,09.10.2021 r.

Basia do Tośka w kwestii formalnej…

Basia do Tośka w kwestii formalnej…

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

Antku!
Miałeś świetny pomysł, że opisałeś nasze początki . Słowo mówione odleci w niebyt, a co napisane to napisane. Każdy z nas ma swoje wspomnienia, które częściowo są wspólne dla wielu, a częściowo własne. Ja mogę obiema rękami podpisać się pod Twoją relacją z wyjątkiem pierwszego zdania. Pomysł założenia klubu faktycznie musiał pojawić się w kwietniu lub w maju 1965, ale nie mogło to być na II Primaaprilisowym , który odbył się 2-3.04.1966r. Zdjęcie, które zapewne Cię zmyliło zostało zrobione na dworcu w Bystrzycy Kłodzkiej i figuruje tam nasza czwórka jako założyciele już działającego oficjalnie Klubu. Myślę , że idea dojrzewała stopniowo poprzez Rajd po Jurze Krakowsko- Częstochowskiej (1-3.05.65), I Rajd UŁ (spacer na Stoki 16.05.65 ,na którym pojawiło się wielu przyszłych klubowiczów) i konkurujący z Juwenaliami Rajd Promienistych. A kiedy przystawiono ostatnią pieczątkę zezwalającą na oficjalną działalność Klubu, to nawet nie wiem. Ja dowiedziałam się chyba 4 12.1965r, że MAMY KLUB. Ty byłeś w ogniu walki biurokratycznej to wiesz najlepiej.
Pozdrawiam Cię serdecznie. Do zobaczenia w Sulejowie
I jeszcze jeden tekst Basi Pruskiej Kozińskiej z 2017 roku:
Wspomnienie Basi Pruskiej. Łódź 27 kwiecień 2017 r.
Witajcie, stare i młode dinozaury!
Oto ja, prastary dinozaur, wynurzam się z otchłani wieków. Nie odzywałam się do tej pory, bo jak się domyślacie, internet ma przede mną wiele tajemnic. Opierałam się dotąd takim wynalazkom jak nk i fb. W końcu się poddałam i przy pomocy boskiej i ludzkiej założyłam konta (co prawda słabo aktywne). Dzięki temu właśnie odkryłam, że „Sina Dal” już od dekady przejawia ożywioną działalność w necie i nie tylko. Wiele emocji dostarczyła mi lektura wspomnień starszych i młodszych sinodalowców. To były czasy!
Z przykrością dowiedziałam się, że przy przeprowadzce zaginęła pierwsza kronika. Mam nadzieję, że ten kto ją zwinął miał przynajmniej wyrzuty sumienia. W tej sytuacji poczułam, że jako „świadek historii” MUSZĘ opowiedzieć o początkach „Sinej Dali” (czasem człowiek musi, inaczej się udusi), a nawet o prehistorii, czyli jak doszło do jej powstania.
A było to tak. Dawno, dawno temu, w październiku 1964 r. (byłam wtedy na III roku ekonomii) postanowiłam poznać rodzinne strony mojej Mamy biorąc udział w III Rajdzie po Roztoczu, organizowanym przez środowisko lubelskie. Namówiłam też koleżankę pochodzącą z Lubelszczyzny. Kiedy dowiedział się o tym Bogusław Tylus zwany Czarkiem (nasz kolega z roku), zapalił się do tego pomysłu, zwerbował kolegę z pokoju i jako doświadczony harcerz przejął inicjatywę organizacyjną: „O nic się dziewczyny nie martwcie. My wszystko do jedzenia kupimy. Spotykamy się pół godziny przed odjazdem pociągu. Rozkład jazdy mam w małym palcu, bo często jeżdżę na tej trasie” (on też pochodził z „flanki wschodniej”). W dniu wyjazdu przychodzimy z Wilką na dworzec, chłopaków jeszcze nie ma, więc idziemy do kasy kupić bilety. „Jak chcecie zdążyć, to biegiem, bo za minutę odjazd”- mówi kasjerka. „Jak to?!!!” „A bo tydzień temu była zmiana rozkładu”. Szok. Co robić? Zdążyłyśmy wskoczyć w ostatniej chwili. Los był dla nas łaskawy i nie umarłyśmy z głodu. Nawet w jakiejś wsi wśród lasów udało nam się kupić suchy chleb i przeterminowane gołąbki. Kierownikiem trasy okazał się brat mojej koleżanki z podstawówki. Lubliniacy byli szczęśliwi, że przyjechał do nich ktoś z innego miasta i jako gości „zagranicznych” prawie nosili nas na rękach. Jednym słowem było super. A nasi panowie przybyli na dworzec 5 min. po odjeździe pociągu. Czarek nie mógł przeżyć tej plamy na honorze. Oczywiście na następny rajd po Roztoczu pojechała już silna drużyna pod wodzą Czarka, kładąc podwaliny pod Trójprzymierze na linii Łódź- Lublin.
Początków związków z Toruniem nie znam. Natomiast pamiętam, że nasi delegaci wrócili z Torunia bardzo skacowani i długo wspominali całonocne obrady w lokalu „Pod fartuszkiem”. Obrady były owocne, o czym świadczyły kolejne Rajdy Trójprzymierza.
Wróćmy jednak do prapoczątków. W maju 1965 r. Czarek zorganizował drużynę na Rajd PŁ po Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Była to bezimienna drużyna nr 71. W jej składzie było m.in. dwoje przyszłych klubowców tj. Czarek i ja. Podobno według założeń organizatorów każda drużyna miała przy ognisku wykonać piosenkę, której tytuł znajdzie przypięty do płotu przy swoim noclegu. (Na marginesie, nie wyobrażam sobie teraz młodzieży nocującej w stodołach. Pomijam fakt, że słoma jest prasowana w bele, ale połowa ludzi ma uczulenie na siano i kurz). My na swoim płocie zastaliśmy różowy kartonik z numerem drużyny i tytułem ówczesnego przeboju duetu Cembrzyńska- Łazuka „W siną dal”. Na szczęście do popisów wokalnych nie doszło (to był nasz słaby punkt – brak talentów muzycznych), ale nazwa drużynie została i przeszła na założony w grudniu klub. Tak więc w pewnym sensie „ochrzciła” nas Polibuda. Ale nie mówcie tego nikomu. Kartonik z płotu zabrałam i jest moją relikwią w archiwum domowym.
Dwa tygodnie po Jurze odbył się I Rajd UŁ. „Rajd” to była nazwa zdecydowanie na wyrost, raczej niedzielny spacer Widzew-Stoki. Ale od czegoś trzeba było zacząć.
Jesienią 1965 r. wzięliśmy udział w kilku imprezach PTTK Łódź i VI Złazie Kampinoskim, w czasie których ukształtowała się grupa wodzowska tj. Bogusław Tylus (Czarek), Antoni Rutka (Tosiek) i Czesław Bączkowski (Kamil), oraz zaczęły dołączać osoby aktywne turystycznie w swoich środowiskach wydziałowych. Ostatnią imprezą poprzedzającą oficjalne powstanie klubu był I Rajd Andrzejkowy Tomaszów-Spała z zaplanowanym kuligiem z pochodniami. W dniu rajdu spadł deszcz, śnieg szlag trafił, ale przejazd z pochodniami się odbył, tyle że na gumowych kołach.
Oficjalnie SKT „W Siną Dal” powstał 02.12.1965 r. Grupa pionierska to: 1. Barbara Pruska (koledzy w swej uprzejmości i w uznaniu mojej roli inicjatywnej vide Rajd po Roztoczu przyznali mi nr 1), 2. Bogusław Tylus (Prezes), 3. Antoni Rutka (V-ce), 4. Czesław Bączkowski (V-ce), 5. Marian Barszcz, 6. Zygmunt Kamiński, 7. Kazimierz Krajewski. W pierwszym roku naszej działalności struktury organizacyjne dopiero się kształtowały. Funkcje v-ce prezesów były raczej zwyczajowe. Ostatecznie osobą nr 2 w klubie został Tosiek.
W ciągu 1966 r., który obfitował w liczne imprezy własne i cudze, dołączyło do klubu wiele osób. Chyba po wakacjach klub został potężnie zasilony niezwykle aktywną grupą matematyków ze Zbyszkiem Bindermanem i Januszem Kellerem na czele. Według mojej wiedzy w poł. 1967 r. klub liczył 31członków, oraz kilka kolejnych osób aspirowało do członkostwa.
Z ciekawostek: pierwsze klubowe małżeństwo to Kamil Bączkowski i Ania Duniewicz.
W poł. 1967 r. dla części z nas skończyły się piękne czasy studenckie i rozjechaliśmy się po Polsce. Ja miałam szczęście trafić na parę lat do Gdańska, gdzie zaliczyłam jeszcze kilka rajdów na Kaszubach. Też się działo.
Na szczęście „Sina Dal” bez nas nie zginęła. A jak działała dzięki wspaniałym naszym następcom dowiedziałam się 2 tygodnie temu.

Tosiek naszym kandydatem do Literackiej Nagrody Nobla z okazji 56 Rocznicy SKT

Tosiek naszym kandydatem do Literackiej Nagrody Nobla z okazji 56 Rocznicy SKT

Witajcie

Tosiek ( Antoni Rutka) dedykuje Wam ten tekst z prośbą o przeczytanie i z nadzieją, że zainspiruje innych klubowiczów do wspomnień.

                                                       wydawca – Marek Giziński

 

         

Fenomen Studenckiego Klubu Turystycznego Uniwersytetu Łódzkiego „W Siną Dal” –dlaczego tak dobrze wystartowaliśmy i co z tego wyszło -rocznicowe spojrzenie Antoniego Rutki – socjologa i współzałożyciela ???.

                  Moim zdaniem zdecydowały o tym 3 czynniki : uwarunkowania środowiskowe, masowość-powszechność i profesjonalizacja .

Wtedy – w 1965 roku ośrodek akademicki w przemysłowo-robotniczej Łodzi osiągał dopiero dwudziestolecie swego istnienia i pozbawiony wcześniejszych tradycji akademickich rozwijał się trochę w cieniu pobliskiej Warszawy i wiekowego Krakowa. Najsilniej przenikały tu „nowinki” z obszaru kultury a glebą były 4 uczelnie artystyczne z unikalną Filmówką i Trubadurami w Klubie „Pod 77” – co nieco nadganiało dystans Łodzi wobec starszych ośrodków akademickich. Pomimo niewątpliwej atrakcyjności i wysokiego poziomu oferta kulturalna Łodzi miała jednak charakter dość elitarny, rozgrywała się w małych salach, a istotne znaczenie miało też rozproszenie terytorialne poszczególnych wydziałów Uniwersytetu Łódzkiego – Politechnika Łódzka mając już swój zintegrowany w jednym miejscu campus miała tu lepsze warunki .

Tradycje i zwyczaje turystyczne były nieliczne ,mniej znane i uprawiane głównie pod skrzydłami PTTK (Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze) .Od kilku zaledwie lat zaczęły tworzyć się warunki do lepszej integracji wewnętrznej środowiska uniwersyteckiego – powstało spore osiedle (najpierw 3 a zaraz 5) akademików przy ul. Bystrzyckiej ( wkrótce przemianowanej na Lumumby) ,wybudowano blisko dworca Łódź -Fabryczna siedzibę Wydz. Ekonomiczno-Socjologicznego w której studiowało 2 500 osób czyli połowa całej społeczności studenckiej UŁ . Studenckie życie pomiędzy akademikiem , stołówką ,wykładami i ćwiczeniami ,było jednak dość szare i monotonne , niewielkimi atrakcjami były sobotnie i niedzielne „fajfy” z żywą muzyką w salach klubowych w akademikach .Sporadyczne wizyty niektórych studentów UŁ na rajdach turystycznych organizowanych głównie w polskich górach przez warszawskie i krakowskie ośrodki pozwalały dostrzec wielki potencjał jaki tkwił w dużych-wielusetosobowych imprezach turystycznych – spotkaniach na trasach i przy ogniskach a potem w imprezach zakończeniowych i serdecznych pożegnaniach. Wzory organizacyjne i programowe były, a postrzegaliśmy je z zazdrością i żalem, że u nas w Łodzi tego jeszcze nie ma i brakuje.

Chęć jak najszybszego „dorównania do starszyzny” warszawsko-krakowskiej była niewątpliwie jednym z głównych czynników sprawczych utworzenia własnego klubu turystycznego na UŁ ,drugą dźwignią był wzrastający popyt na duże- masowe spotkania studenckie a takie mogły zapewnić właśnie regularnie organizowane imprezy turystyczne – rajdy, złazy, spacery, wieczory klubowe. Jako inicjatorzy utworzenia SKT UŁ mieliśmy zatem ułatwione zadanie -bo tak wiał „wiatr historii” i wszystko nam sprzyjało –próżnia organizacyjna , „ojcowskie przyzwolenie i zachęta ze strony ” władz Uniwersytetu oraz warunki lokalowe i materialne zapewnione Klubowi przez Radę Uczelnianą ZSP. W siedzibie RU ZSP mieliśmy pokój biurowy dzielony z innymi, zdecydowanie mniej liczebnymi osobowo komisjami (nauki, kultury, ekonomiczną) ,korzystaliśmy wraz ze STUŁ (Studencki Teatr UŁ) i Klubem” Kontynenty” ze wspólnej, niewielkiej sali widowiskowo-imprezowej w której rychło umieściliśmy też magazynek sprzętu turystycznego (plecaki ,śpiwory ,materace, kohery) . O te pomieszczenia była rywalizacja pomiędzy w/w strukturami, ale i jak trzeba -była też wzajemna współpraca- np. zapewnialiśmy frekwencję na spotkaniach teatralnych ,a oni (zwłaszcza kierownik Wójtowicz) korzystali z naszego sprzętu turystycznego do spania.

Roboty w Klubie na co dzień było co niemiara- potrzeba było wielu osób do planowania imprez i realizowania podczas nich rozlicznych zadań organizacyjnych. Atrakcyjność oferty programowej SKT UŁ przyciągała coraz liczniejsze rzesze studentów UŁ ,zaczęli nas odwiedzać studenci także innych łódzkich uczelni ,zaglądali także łódzcy najstarsi licealiści .Już po 1 roku od powstania Klubu staliśmy się najliczniejszą grupą studentów UŁ bardzo aktywnych w organizowaniu różnych imprez – majowe Juvenalia były najlepszą okazją do pokazu na miejscu w Łodzi naszej liczebności i siły organizacyjnej. Największe organizowane przez nas rajdy miały po kilkuset – nawet do tysiąca uczestników/ek . Nasza obecność na imprezach turystycznych w kraju była coraz bardziej widoczna i głośna – nie omijaliśmy żadnego poważnego rajdu od Tatr i Sudetów po Mazury. Mieliśmy swoje własne logo, charakterystyczne ubiory i jednolity sprzęt , własny repertuar piosenek turystycznych ,coraz mocniej zaznaczaliśmy naszą obecność między najtęższymi wygami na wieczornych ogniskach i imprezach kończących rajdy. nawiązywaliśmy coraz liczniejsze kontakty zewnętrzne i uzgodnienia programowo-organizacyjne z reprezentantami innych środowisk akademickich .Niewątpliwie owa masowość i powszechność Klubowiczów , ale też i elitarność liderów – były z pewnością najbardziej wyróżniającymi się cechami w pierwszych latach burzliwego rozwoju SKT UŁ .

Kolejnym czynnikiem rozwojowym była profesjonalizacja – dość szybko najpierw „wierchuszka” klubowa, a następnie „zwykli” członkowie i członkinie rozpoczęli na różnych stacjonarnych i „zaocznych” kursach zdobywać kwalifikacje turystyczne i uprawnienia zawodowe. zaczęliśmy najbardziej licznie od stopnia „Organizator/przodownik turystyczny”, potem kursy Strażnika ochrony przyrody, pilota wycieczek autokarowych Orbisu, kadry zawodowej wczasów/obozów Almaturu wreszcie przewodnika turystycznego (Góry Świętokrzyskie) – uprawnienia były praktyczne i pożyteczne bo pozwalały niektórym z nas latem „dorabiać” w kadrze studenckich wczasów/obozów a w trakcie roku na wycieczkach autokarowych Orbisu po całej Polsce ,z legitymacją SOP mogliśmy przejść zamknięty dla normalnych turystów cały Wąwóz Kraków w Tatrach Zachodnich. Niektórzy nas dzięki nabytym kwalifikacjom na trwale wylądowali zawodowo w turystyce (zaczął Czarek Tylus od kierowniczej funkcji w Almaturze) ,innym przydały się w życiu różne postklubowe praktyczne umiejętności -zwłaszcza zaradność tak potrzebna w tamtych czasach i w trudnym otoczeniu .

Podpatrzone gdzie indziej i twórczo wcielone w życie wzorce studenckiej aktywności turystycznej zakiełkowały w roku 1965 w Łodzi bardzo pięknie a Następcy założycieli świetnie podjęli sztafetę i rozwinęli działania SKT UŁ w Siną Dal jeszcze bardziej – ekspansja na zagranicę i na oceany jest tego ładnym potwierdzeniem .Każdego/dą kto zetknął/ się z Siną Dalą cieszy to, że do dobrych wspomnień wracamy przy okazji kolejnych jubileuszy i rocznicowych uroczystości , fajnie ,że mamy współczesną sieć kontaktową -stronę internetową i profil na facebook’u – szkoda ,że coraz częściej dostrzegamy tam tych ,którzy udali się na wieczną wędrówkę.

Dlatego dziś w 2021 r.-patrząc dumnie z perspektywy minionych 56 lat na dorobek SKT UŁ W Siną Dal – doceńmy to, że pozostawiliśmy po sobie trwałe ślady ,więc mamy co świętować wspólnie w kręgu najstarszych , starszych i młodszych Sinodalowców ,a o „korzeniach” warto pamiętać i do nich wracać we wspomnieniach naszej pięknej, aktywnej młodości i naszego wspaniałego Klubu.

Antoni Rutka 07.10.2021 r.

56 Rocznica SKT W SINĄ DAL…

56 Rocznica SKT W SINĄ DAL…

 

To wspaniale ,że w sobotę ( 09-X-2021) będziemy mogli się  spotkać w gronie najstarszych i nieco młodszych sinodalowców. Od kilkudziesięciu lat uroczystości rocznicowe organizują Pampersy – nieco młodsi od Dinozaurów. Kol. prof. Radek Bania był tak miły, że zaproponował nam-Dinozaurom- poprowadzenie tradycyjnej rocznicowej wycieczki pieszej. Po zakręceniu butelką wypadło na mnie. Zaplanowałem, że zbieramy się przy recepcji Ośrodka Wczasowego DRESSO w Sulejowie o godz.11:00 i po powitaniach oraz bardzo krótkim przypomnieniu jak powstawała “SINA DAL” ( Basia Pruska-Kozińska i Tosiek Rutka) a także po wprowadzeniu w nastrój spaceru przez Ryśka Bonisławskiego ruszymy na pieszą wycieczkę. Trasa będzie bardzo podobna do naszej wycieczki z okazji 50 Rocznicy, którą wówczas prowadził ś.p. Jurek Drygalski. Pójdziemy do punktu widokowego na rozlewisko Luciąży i Pilicy oraz Zalew Sulejowski i następnie ścieżką wzdłuż pięknych meandrów rzeki Luciąży do mostku. Wskazane obuwie turystyczne lub sportowe. Do przejścia ok 4-5 km.( w tym powrót do Oś. Dresso). Zapraszam do udziału nie tylko uczestników uroczystych obchodów 55/56 Rocznicy.🙃 Uczestnicy wycieczki nie będą objęci grupowym ubezpieczeni od skutków nieszczęśliwych wypadków.

.

 

mapa trasy

56 lat od powstania SKT UŁ w Siną Dal – kto , jak i dlaczego tworzył dzisiejszego JUBILATA i co z tego wynika dla świętujących ten jubileusz ?

Kiedy teraz w październiku 2021 r. wspominam coraz bardziej zacierający się czas gdy tworzyliśmy Klub ,to refleksje wzbudza kilka faktów oczywistych-pewnych i kilka pomniejszych – zapomnianych-może pora i dobra okazja , by je teraz wyjaśnić .

Najpierw te oczywiste ,tj. najbardziej przeze mnie zapamiętane z czasu tworzenia Klubu ,co spróbuję przypomnieć ,wyjaśnić i jak najkrócej opisać.

1 Pewne jest ,że decyzję o utworzeniu Klubu podjęła czwórka studentów Wydz. Ekonomiczno-Socjologicznego – na przełomie marca i kwietnia 1965 r. uczestnicząca w II Rajdzie Primaaprilisowym w Kotlinie Kłodzkiej ; byli to: Czarek Tylus i Barbara Pruska (oboje z III r. ekonomiki przemysłu),Kamil Bączkowski (III r. towaroznawstwa) i ja -Antoni Rutka (II rok socjologii pracy) .Niewątpliwym ułatwieniem-stymulatorem było wspólne zamieszkiwanie w III DS UŁ i korzystanie z wydziałowej stołówki na rogu ul. Kilińskiego – taka bliskość kontaktowa sprzyjała realizacji wspólnego pomysłu na zintensyfikowanie kontaktów zewnętrznych (z innymi ośrodkami i organizatorami studenckiej turystyki) jak i wewnętrznych (z osobami z pozostałych Wydziałów UŁ na bazie kontaktów osobistych i towarzyskich) .Przydatna okazała się sprawność i dojrzałość organizatorska starszych od nas pozostałych o 6-7 lat Czarka i Kamila oraz niewielkie ,ale pożyteczne doświadczenia Baśki i moje we wcześniejszych kontaktach z innymi środowiskami studenckiej turystyki. Nazwa Klubu pojawiła się w dyskusjach naszej „męskiej” trójki najpierw tylko jako „SKT UŁ” ,a potem Basia „wniosła” nazwę „W Siną Dal” nadaną jej grupce wędrowców na którymś z wcześniejszych rajdów przez jego organizatorów – zatem z całą pewnością Barbarę należy uznawać za „matkę chrzestną” SKT UŁ W Siną Dal .Czarek objął prezesurę zarządu i pełnił ją jeszcze 2 lata aż do skończenia studiów, potem na kilka miesięcy latem 1967 roku przekazał prezesowanie mnie a ja od lutego 1968 oddałem tą funkcję Zbyszkowi Bindermanowi młodszemu ode mnie o 2 lata- potem już zaczęła się era dzisiejszych „Dinozaurów i po nich nastali „Pampersi”. W założycielskiej czwórce mnie na początku ,jako najmłodszemu przypisano „czarną robotę”-obsługę kuchni organizacyjnej – przygotowywanie i bieganie z dokumentami ,zakupy, protokołowanie spotkań itp. itd. ale już niebawem obejmowałem także role kierownika rajdu i inne zadania organizacyjne realizowane wraz z funkcjami najpierw viceprezesa i w końcu przez 6 miesięcy prezesa zarządu Klubu.

2.Utworzenie Klubu w 1965 r. było wypełnieniem istniejącego wówczas poczucia próżni/luki organizacyjnej w świadomości studentów UŁ ,zwłaszcza tych ,którzy wcześniej indywidualnie -sporadycznie i z własnej inicjatywy pojawiali się na rajdach studenckich organizowanych przez inne środowiska akademickie. Nie istniały wtedy media społecznościowe i nowoczesne ułatwienia komunikacyjne ,więc komunikowanie otoczeniu o nowoutworzonym Klubie, informowanie o celach i konkretnych zamierzeniach oraz pozyskiwanie sympatyków a następnie członków i działaczy – oparto tylko/głównie na kontaktach osobistych i towarzyskich czwórki założycielskiej – dzisiejszym odpowiednikiem tego jest „promocja szeptana”. Sympatykiem i osobą niezwykle życzliwą wobec naszej inicjatywy był ówczesny prorektor UŁ (a za niedługo Rektor) JM Prof. dr. hab. Andrzej Nadolski – na Jego cześć oraz z Jego patronatem honorowym i osobistym udziałem zaczęliśmy już od końcówki 1965 r. organizować Rajdy Andrzejkowe w Górach Świętokrzyskich.

3.Dość szybko – jeszcze przed zakończeniem roku akademickiego 1964/65 ,dzięki wsparciu formalnym i lokalowemu „przytuleniu” nas w siedzibie Rady Uczelnianej ZSP przy ul. Jaracza 7 (gdzie przydzielono nam najpierw 1 biurko ale szybko przejęliśmy we władanie cały pokój) dokonaliśmy wszystkich czynności rejestrowych -co otworzyło nam dostęp do „kasy” RU ZSP na wspieranie turystyki, dzięki czemu wydrukowaliśmy pierwsze plakaty („sztrajfy” informacyjne),zamówiliśmy znaczki Klubowe, rozpoczęliśmy planowanie imprez turystycznych – pierwsze były niedzielne wycieczki po najbliższych okolicach Łodzi – najpierw Stoki- bo to było najbliżej studenckiego osiedla przy ul. Lumumby. Grupa sympatyków i członków Klubu szybko rosła, bo w końcu nasza oferta była dość i coraz bardziej atrakcyjna dla studentów UŁ pod różnymi względami – towarzyskimi ,finansowymi, krajoznawczymi i inn. Nawiązały się liczne i trwale przyjaźnie a nawet zawierano małżeństwa Klubowe (rozpoczęli Kamil Bączkowski i Ania ..).Integracyjna rola Klubu pięknie się sprawdziła .

4.Wydarzenia klubowe dokumentowaliśmy w teczkach dokumentów przechowywanych w szafach biura RU ZSP na Jaracza 7 .Od początku prowadziliśmy też Księgę Pamiątkową ,od 1966 r. zaczęliśmy gromadzić sprzęt turystyczny kupowany z pozyskiwanych środków finansowych z rożnych źródeł wzbogacając majątek Klubu a organizacyjnie i technicznie zajmował się tym Zbyszek Binderman . Nasi następcy mieli więc z czego korzystać ,bo podstawowa baza materialna już zaistniała . Rządy Klubem opisałem krótko w pkt. 1 ,ale należy podkreślić ,że w pierwszych latach przywództwo formalne niewiele znaczyło ,a o sile organizacyjnej i o coraz większym znaczeniu SKT UŁ W Siną Dal w strukturach uczelnianych i regionalnych ZSP decydował ogromny wkład społecznej aktywności coraz liczniejszej rzeszy członków i sympatyków Klubu ,to także budowało rosnącą pozycję Klubu jako reprezentacji łódzkiego środowiska akademickiego w kraju, a potwierdziła to nasza wiodąca rola w „Trójprzymierzu” z ośrodkami lubelskim i toruńskim. Bardzo liczyły się turystyczne kwalifikacje i umiejętności wyznaczające faktyczną pozycję indywidualnych osób – w szczególności repertuar piosenek studenckich i ówczesnych kabaretów , pieśni Okudżawy i Wysockiego ,łykaliśmy też Osiecką, wczuwaliśmy się w nastrój dumek ukraińskich i przyśpiewek słowackich .Był też i alkohol-głównie najtańszy i w bardzo niewielkich ilościach na które było nas stać ,bo bryndza finansowa wśród studentów była powszechna. Liczył się najbardziej fajny nastrój i klimat wieczornych spotkań przy ognisku do których końca późną nocą zazwyczaj dotrwało niewielkie grono ale za to już samych „koneserów „ rajdowej turystyki.

5.Wspominam te lata jako najpiękniejszy okres mojego życia ,umiejętności i doświadczenia wtedy nabyte wykorzystuję i dzisiaj a trwale zapamiętane słowa piosenek rajdowych nuciłem do snu nawet już moim wnuczętom (najbardziej podobało im się ”ruty siuty Arizona Teksas” oraz „pamiętasz stary koniu gdyś źrebakiem jeszcze był”) i cieszy mnie każda okazja do ich zaśpiewania – czym niestety najczęściej gorszę moje obecne otoczenie. Zauroczenie turystyką przejęła moja córka – dziś jest zawodowym przewodnikiem po Poznaniu i Wielkopolsce . Dlatego cieszą mnie pięknie obchodzone jubileusze Klubu, od 4 lat uczestniczę w dorocznych spotkaniach organizowanych przez „Dinozaurów”, śledzę na fb relacje z wydarzeń realizowanych przez młodszą grupę Sinodalowców („Pampersów”) – bardzo żałuję, że z powodu wcześniej zaplanowanego wyjazdu zagranicznego nie byłem na 50-tce ,ale u Zbyszka Bindermana z zainteresowaniem obejrzałem dokumentację fotograficzną z tego wydarzenia. Raduje mnie najbliższe spotkanie w Sulejowie bo bardzo chcę poznać młodszą część kontynuatorów naszych sinodalowych tradycji – szczerze im dziękując za podtrzymywanie Marki Klubu i jestem im niezmiernie wdzięczny za to, że pięknie rozwinęli i nadal kultywują dzieła Sinej Dali.

A co do kwestii wątpliwych, niejasnych i otwartych – też klika spraw :

a/nie pamiętam kto napisał słowa Hymnu Sinej Dali (nb. posiadam rękopisy lekko późniejszej wersji w której jestem „bohaterem” opisanym i złośliwie i sympatycznie).Warto byłoby zidentyfikować i jakoś uhonorować autora tekstu naszego hymnu.

b/podobna wątpliwość dotyczy także znaczka klubowego – nieznany jest autor projektu ,być może to pan z zakładu grawerskiego w którym zlecaliśmy wykonanie metalowych znaczków rajdowych ,na pewno nie było to jeszcze w r.1965 lecz nieco później.

c/ Klub tworzyli głównie „passanci” którzy przyjechali na studia do Łodzi a po ich ukończeniu rozjechali się po świecie pozakładali rodziny i zajęli się rozwojem zawodowym – kontakty z Klubem najczęściej tym samym się skończyły. Na szczęście „tubylcy” z Łodzi i najbliższych okolic kultywują tradycje -organizując -ku wielkiemu zadowoleniu pozamiejscowych już byłych działaczy Klubu – spotkania klubowe dające możliwość wspominania tych fajnych studenckich lat i wspólnych rajdowych przeżyć – dzisiejszy Jubileusz 55 lecia jest dobrym tego przykładem .Może warto zainteresować łódzkie środowisko historyków lub socjologów by ktoś spośród nich spróbował opisać „naukowo” fenomen pn. „aż tyle lat SKT UŁ w Siną Dal”. Rozproszona po świecie i zajęta swoim życiem diaspora byłych Sinodalowców byłaby wdzięczna za pojawienie się takiej publikacji .Inspiracją dla takiej inicjatywy może być badanie ankietowe środowiska byłych działaczy studenckiej turystyki realizowane z okazji jubileuszu 65 lecia Almaturu w którym niektórzy z nas uczestniczyli.

Tyle moich bieżących refleksji -wolę wyrazić je pisemnie ,bo w ustnym wystąpieniu na uroczystościach Jubileuszu brzmiałoby to drętwo i nudnie – nie dałoby się słuchać.

Antoni Rutka Warszawa 06.10.2021 r.