W SKT "W Siną Dal" byłem od XI 1969 do VI 1974 r. Studiowałem wówczas w UŁ na Wydziale M-F-Ch kierunek fizyka, specjalizacja fizyka teoretyczna.W Klubie byłem szefem sekcji "Propagandy i informacji" - dzisiaj - Dział Marketingu i Reklamy a w okresie 1973-74 przewod.Komisji Turystyki i Sportu przy Radzie Uczelnianej ZSP / SZSP.
Tak dawne czasy mogę pamiętać tylko ja i Tosiek. Od lewej: Czarek Tylus, żywa reklama Sinej Dali- Antek Rutka, Baśka Pruska czyli ja. Na końcu z plecakiem XXL specjalista bimbrownik z Warszawy zwany Rybą
Rada Uczelniana UŁ ZSP, komisje w tym KTiS i SKT ” W Siną Dal” oraz Klub „Na Piętrze”.
Lokal przy Rewolucji 1905 r. nr.20:
Pod koniec 1972 roku razem z Januszem Pasikiem wybraliśmy się do ówczesnego Prorektora UŁ prof.Witolda Śmiecha z prośbą o przyznanie Sinej Dali jakiegoś samodzielnego pomieszczenia dla naszego klubu. W lutym otrzymaliśmy lokal przy ul.Rewolucji 1905 r. nr 20 – wspomina Marek Giziński
Rozmowa ś.p. Marka Górskiego z Ryszardem Bonisławskim:
RYSZARD BONISŁAWSKI :
„jeszcze jako uczeń klasy maturalnej byłem na narodzinach SKT, organizowano w tym roku rajd rowerowy, mieszkałem obok Bystrej i się załapałem. Nie sądziłem wtedy, że po roku stanę się studentem i członkiem Klubu. Wytrwałem w nim do 1977 r.. Przypomnę, że adres pierwszy to ul. Jaracza 7, I piętro przy Klubie “Kontynenty”. Ostatnio nawiązał ze mną kontakt pierwszy prezes SKT – Zbyszek Biderman (mieszka w W-wie), a w Łodzi spotykam Zygmunta Kamińskiego, poznanego w 1965 r., później działaliśmy w zarządzie Klubu”.
Kiedy ja przyszedłem do Klubu w 1979 roku, to o Tobie już się mówiło jako o legendzie…
R.B.
stąd moja decyzja o odejściu i pozostawieniu pola młodszym, z nowymi pomysłami itd., sercem jednak pozostawałem w Klubie, śledziłem z daleka jego sukcesy i martwiłem się wpadkami. Mieliście zupełnie inny start, wszystko stało otworem – nowe trasy, także zagraniczne, doskonalszy sprzęt… W 1995 r. odbyło sie spotkanie Sinodalowców pod 77, pobyłem tam chwilę, spotkałem wielu “wychowanków”, ale czułem się jak “legenda”, nie było moich starszych kolegów, a to jest lekko dołujące – dawniej młodzik, a tu już najstarszy uczestnik spotkania.
Barbara Łatkowska Rysiu! Nie najstarszy! Klubowe DINOZAURY jak już Ci kiedyś pisałam są bardzo aktywni. Co pięć lat na spotkaniach rocznicowych zaskakują nas zapałem, chęcią spotkań czy rewelacyjnymi wspomnieniami. Obiecałeś pojawić się na następnej rocznicy:) A to ważna rocznica bo 50!
Trochę historii – Jak ś.p. Marek Górski założył stronę , której już nie ma:
A kto tu jest Adminem? Pytała 19-06-2012 r. Ewa Napieracz
Skt W Siną Dal (M.G) – Nic mi na ten temat nie wiadomo. Co więcej, do tej pory rekami i nogami broniłem sie przed tym gó*.*em (FB), ale nie zmogłem – dostałem polecenie służbowe założyć i zarządzać profilem dla Firmy, to wymyśliłem sobie, że i dla SD przy okazji zrobię.
Skt W Siną Dal (M.G.) – Świadomie nic nie blokowałem, ale ręki sobie uciąć nie dam – z FB pracuję dopiero od wczoraj. Na razie nie mam nzasu sprawdzić, bo w pracy jestem, ale po południu sprawdzę
Wspomnienie Basi Pruskiej. Łódź 27 kwiecień 2017 r.
Witajcie, stare i młode dinozaury!
Oto ja, prastary dinozaur, wynurzam się z otchłani wieków. Nie odzywałam się do tej pory, bo jak się domyślacie, internet ma przede mną wiele tajemnic. Opierałam się dotąd takim wynalazkom jak nk i fb. W końcu się poddałam i przy pomocy boskiej i ludzkiej założyłam konta (co prawda słabo aktywne). Dzięki temu właśnie odkryłam, że „Sina Dal” już od dekady przejawia ożywioną działalność w necie i nie tylko. Wiele emocji dostarczyła mi lektura wspomnień starszych i młodszych sinodalowców. To były czasy!
Z przykrością dowiedziałam się, że przy przeprowadzce zaginęła pierwsza kronika. Mam nadzieję, że ten kto ją zwinął miał przynajmniej wyrzuty sumienia. W tej sytuacji poczułam, że jako „świadek historii” MUSZĘ opowiedzieć o początkach „Sinej Dali” (czasem człowiek musi, inaczej się udusi), a nawet o prehistorii, czyli jak doszło do jej powstania.
A było to tak. Dawno, dawno temu, w październiku 1964 r. (byłam wtedy na III roku ekonomii) postanowiłam poznać rodzinne strony mojej Mamy biorąc udział w III Rajdzie po Roztoczu, organizowanym przez środowisko lubelskie. Namówiłam też koleżankę pochodzącą z Lubelszczyzny. Kiedy dowiedział się o tym Bogusław Tylus zwany Czarkiem (nasz kolega z roku), zapalił się do tego pomysłu, zwerbował kolegę z pokoju i jako doświadczony harcerz przejął inicjatywę organizacyjną: „O nic się dziewczyny nie martwcie. My wszystko do jedzenia kupimy. Spotykamy się pół godziny przed odjazdem pociągu. Rozkład jazdy mam w małym palcu, bo często jeżdżę na tej trasie” (on też pochodził z „flanki wschodniej”). W dniu wyjazdu przychodzimy z Wilką na dworzec, chłopaków jeszcze nie ma, więc idziemy do kasy kupić bilety. „Jak chcecie zdążyć, to biegiem, bo za minutę odjazd”- mówi kasjerka. „Jak to?!!!” „A bo tydzień temu była zmiana rozkładu”. Szok. Co robić? Zdążyłyśmy wskoczyć w ostatniej chwili. Los był dla nas łaskawy i nie umarłyśmy z głodu. Nawet w jakiejś wsi wśród lasów udało nam się kupić suchy chleb i przeterminowane gołąbki. Kierownikiem trasy okazał się brat mojej koleżanki z podstawówki. Lubliniacy byli szczęśliwi, że przyjechał do nich ktoś z innego miasta i jako gości „zagranicznych” prawie nosili nas na rękach. Jednym słowem było super. A nasi panowie przybyli na dworzec 5 min. po odjeździe pociągu. Czarek nie mógł przeżyć tej plamy na honorze. Oczywiście na następny rajd po Roztoczu pojechała już silna drużyna pod wodzą Czarka, kładąc podwaliny pod Trójprzymierze na linii Łódź- Lublin.
Początków związków z Toruniem nie znam. Natomiast pamiętam, że nasi delegaci wrócili z Torunia bardzo skacowani i długo wspominali całonocne obrady w lokalu „Pod fartuszkiem”. Obrady były owocne, o czym świadczyły kolejne Rajdy Trójprzymierza.
Wróćmy jednak do prapoczątków. W maju 1965 r. Czarek zorganizował drużynę na Rajd PŁ po Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Była to bezimienna drużyna nr 71. W jej składzie było m.in. dwoje przyszłych klubowców tj. Czarek i ja. Podobno według założeń organizatorów każda drużyna miała przy ognisku wykonać piosenkę, której tytuł znajdzie przypięty do płotu przy swoim noclegu. (Na marginesie, nie wyobrażam sobie teraz młodzieży nocującej w stodołach. Pomijam fakt, że słoma jest prasowana w bele, ale połowa ludzi ma uczulenie na siano i kurz). My na swoim płocie zastaliśmy różowy kartonik z numerem drużyny i tytułem ówczesnego przeboju duetu Cembrzyńska- Łazuka „W siną dal”. Na szczęście do popisów wokalnych nie doszło (to był nasz słaby punkt – brak talentów muzycznych), ale nazwa drużynie została i przeszła na założony w grudniu klub. Tak więc w pewnym sensie „ochrzciła” nas Polibuda. Ale nie mówcie tego nikomu. Kartonik z płotu zabrałam i jest moją relikwią w archiwum domowym.
Dwa tygodnie po Jurze odbył się I Rajd UŁ. „Rajd” to była nazwa zdecydowanie na wyrost, raczej niedzielny spacer Widzew-Stoki. Ale od czegoś trzeba było zacząć.
Jesienią 1965 r. wzięliśmy udział w kilku imprezach PTTK Łódź i VI Złazie Kampinoskim, w czasie których ukształtowała się grupa wodzowska tj. Bogusław Tylus (Czarek), Antoni Rutka (Tosiek) i Czesław Bączkowski (Kamil), oraz zaczęły dołączać osoby aktywne turystycznie w swoich środowiskach wydziałowych. Ostatnią imprezą poprzedzającą oficjalne powstanie klubu był I Rajd Andrzejkowy Tomaszów-Spała z zaplanowanym kuligiem z pochodniami. W dniu rajdu spadł deszcz, śnieg szlag trafił, ale przejazd z pochodniami się odbył, tyle że na gumowych kołach.
Oficjalnie SKT „W Siną Dal” powstał 02.12.1965 r. Grupa pionierska to: 1. Barbara Pruska (koledzy w swej uprzejmości i w uznaniu mojej roli inicjatywnej vide Rajd po Roztoczu przyznali mi nr 1), 2. Bogusław Tylus (Prezes), 3. Antoni Rutka (V-ce), 4. Czesław Bączkowski (V-ce), 5. Marian Barszcz, 6. Zygmunt Kamiński, 7. Kazimierz Krajewski. W pierwszym roku naszej działalności struktury organizacyjne dopiero się kształtowały. Funkcje v-ce prezesów były raczej zwyczajowe. Ostatecznie osobą nr 2 w klubie został Tosiek.
W ciągu 1966 r., który obfitował w liczne imprezy własne i cudze, dołączyło do klubu wiele osób. Chyba po wakacjach klub został potężnie zasilony niezwykle aktywną grupą matematyków ze Zbyszkiem Bindermanem i Januszem Kellerem na czele. Według mojej wiedzy w poł. 1967 r. klub liczył 31członków, oraz kilka kolejnych osób aspirowało do członkostwa.
Z ciekawostek: pierwsze klubowe małżeństwo to Kamil Bączkowski i Ania Duniewicz.
W poł. 1967 r. dla części z nas skończyły się piękne czasy studenckie i rozjechaliśmy się po Polsce. Ja miałam szczęście trafić na parę lat do Gdańska, gdzie zaliczyłam jeszcze kilka rajdów na Kaszubach. Też się działo.
Na szczęście „Sina Dal” bez nas nie zginęła. A jak działała dzięki wspaniałym naszym następcom dowiedziałam się 2 tygodnie temu.
Programu naszej wycieczki szlakiem zabytków Beskidu Niskiego (oczywiście także tych, które są na Pogórzu).
termin : 2021 r.
transport: autokar, pobyt (noclegi, śniadania i obiadokolacje) w zaprzyjaźnionym ośrodku rekolekcyjnym,
dzień 1
– Pacanów (konieczna przerwa, zwiedzanie miasteczka) Ciężkowice – zwiedzanie miasteczka Kąśna – dwór Paderewskiego Rezerwat „Skamieniałe Miasto” Binarowa – drewn. kośc. z listy UNESCO Biecz – spacer po mieście;
dzień 2
Wapienne (spacer po uzdrowisku) Męcina W. – cerkiew Sękowa – drewn kośc. z listy UNESCO Bartne – zabudowa łemkowska, cerkiew Przeł. Małastowska – cmentarz wojenny z 1915 r. Gładyszów – cerkiew Kwiatoń – cerkiew Uście Gorlickie – cerkiew Kunkowa – cerkiew Leszczyny -cerkiew;
dzień 3
Gorlice – spacer po mieście Bielanka – cerkiew Łosie – cerkiew Klimkówka – cerkiew Ropa – kośc. drewn. Szymbark – dwór obronny, skansen
dzień 4
Dukla – zesp. klasztorny bernard., kośc. paraf., cmentarz wojenny Iwonicz Zdr. – spacer Haczów – największy kośc. drewn. w Europie, na liście UNESCO.
2. Cerkwie i kościoły Beskidu Niskiego. Oba wyjazdy wsparte autokarem, noclegi w warunkach turystycznych, ale nie na podłodze i nie w stodołach. Koszt 3 dni to ok. 400 zł (jazda, noclegi, śniadania i obiadokolacje), 4 dni o 100 zł więcej. Będę wdzięczny za sugestie dotyczące liczby noclegów i kierunku wyjazdu. Pozdrawiam serdecznie RB.
W Mąchocicach Kapitulnych w Hotelu PRZEDWIOŚNIE i na różnych szlakach G.Świętokrzyskich oraz wieczorach klubowych
było pięknie i wspaniale.
Poniżej zdjęcie grupy prowadzonej przez Janusza Bilczyńskiego – wycieczka do Szydłowa. Dwie pozostałe grupy ośmio i trzyosobowe były wówczas na innych trasach. W tegorocznym spotkaniu uczestniczyły 33 osoby w tym 4 znacznie młodsze nie tylko od dinozaurów ale i od pampersów.
W zakładce z naszego spotkania są także zdjęcia wykonane przez Ryśka Bonisławskiego z wycieczki do Sandomierza i nie tylko oraz przez Krysię Maćkowską (fb) z wycieczki prowadzonej przez Tośka. Ewa Kaźmierczak przekazała kilka zdjęć na fb a więc dołączyłem je do naszego albumu.
Zdjęcie wykonała Basia - zwiedzanie Starego Miasta w Szydłowie.
Po raz pierwszy w spotkaniu uczestniczył Ryszard Bonisławski.
A taki widok z naszych pokoi zachwycał bez względu na pogodę.
Więcej zdjęć ( aktualnie 192) w zakładce Wiek XXI podzakładka
Musisz być zalogowany, aby dodać komentarz.